Z czym będzie kojarzył się najbardziej rok 2017? Najpierw była tragedia piłkarzy ręcznych podczas mistrzostw świata. Siatkarze zagrali tragicznie podczas mistrzostw Europy, a koszykarze skompromitowali się podczas czempionatu Starego Kontynentu.

Mecz Finlandia – Polska. Na niecałe dwie minuty przed końcem prowadziliśmy prawie 10 punktami! I co? I zakończyło się fatalnie! Straty, rzuty za trzy rywali i totalny chaos po naszej stronie. 87:90 dla gospodarzy! Trener Mike Taylor tylko bezradnie patrzył na to, jak jego podopieczni kompromitują nasz basket na arenie międzynarodowej.

A przecież wcale nie musiało tak być. Jeszcze przed wylotem wszyscy fachowcy wskazywali, na jeden fakt – dlaczego w reprezentacji zabrakło Kamila Łączyńskiego? Jeden z najlepszych polskich rozgrywających mistrzostwa Europy oglądał tylko w telewizji. I właśnie gracza z jego umiejętnościami zabrakło w pechowej końcówce spotkania z Finlandią. Spokój, zdecydowanie no i skuteczność – to cechy, dzięki którym Łączyński podbija nasze parkiety. Dlaczego trener Tylor nie chciał tego widzieć? Dla mnie to była zbrodnia popełniona na naszej drużynie narodowej!

Na szczęście, teraz w końcu naprawiono ten błąd i gracz Anwilu wraca do reprezentacji na mecze eliminacji do mistrzostw świata. Chciałoby się krzyczeć: – Nareszcie!

Wcale nie twierdzę, że sam Łączyński zbawi grę kadry. Ale jeżeli ma się do dyspozycji tak pożytecznego gracza, to grzechem jest nie skorzystać z jego usług.

Za nieomylność trenerów często płaci cała drużyna. Przykład? Proszę bardzo. Piłkarskie eliminacje do MŚ 2018. Giampiero Ventura w barażach ze Szwedami skorzystał z najlepszego obecnie włoskiego napastnika, czyli Lorenzo Insigne, zaledwie piętnaście minut! W efekcie awans na rosyjski turniej wywalczyli gracze ekipy Trzech Koron. A Ventura stał się wrogiem publicznym numer jeden w słonecznej Italii! I po co tak bardzo komplikować sobie życie?