Ależ to była walka! Tak smakują koszykarskie play offy w NBA. Po prawdziwym dreszczowcu, Wizards pokonali w nocy w szóstym meczu półfinału swojej Konferencji 92:91 Boston Celtics.

 

Koszykarze ze stolicy USA grali o życie. Porażka eliminowałaby ich z play offów. Jednak tego wieczoru totalnie zawodziła ich wielka broń – rzuty za trzy punkty. Cały mecz to była walka kosz za kosz. Po trzeciej kwarcie goście prowadzili trzema oczkami. Wtedy dziwnie rozluźniony trener gospodarzy, Scott Brooks powiedział: – Nie przejmuję się tym, bo wierzę, że John Wall znowu zacznie trafiać!

 

I okazało się, że opiekun zespołu z Waszyngtonu potrafił w czarodziejski sposób przewidzieć przyszłość. Kiedy na niecałe osiem sekund przed końcem meczu prowadzili goście 92:90, Wall dostał piłkę z boku, przymierzył i trafił genialną trójkę z ponad ośmiu metrów! Cała hala oszalała ze szczęścia.

 

W odpowiedzi Isaiah Thomas spudłował i było po sprawie. Wizard wygrali i stan rywalizacji wynosi teraz 3:3. Decydujący o wszystkim mecz za dwa dni. A w finale Konferencji od dawna czekają już Cleveland Cavss.

 

Bohaterem spotkania był duet Wall-Bradley Beal (zdobyli dla gospodarzy aż 59 punktów, z czego 23 z 26 w czwartej kwarcie). Marcin Gortat spędził na parkiecie 25 minut, w czasie których zdobył cztery punkty (2/3 z gry), miał 13 zbiórek, dwie asysty, przechwyt i blok. Ale statystyki nie mówią prawdy o grze naszego rodaka. Bo przede wszystkim Gortat wyprowadzał na czyste sytuacje kolegów z zespołu. Poza tym zapewniał bezpieczeństwo w strefie podkoszowej dla całej swojej ekipy. I o tym po meczu mówił Wall, który bardzo chwalił wojowniczy charakter Polaka!