Wiem, że dzisiaj o 20:00 swoją przygodę w eliminacjach do Ligi Mistrzów rozpoczyna Legia Warszawa. Jednak dla mistrzów Polski dwumecz z IFK Mariehamn to dopiero przedsmak prawdziwych pucharowych emocji.

O właśnie dlatego dzisiaj nie będzie o stołecznej jedenastce. Będzie o moim ulubionym Liverpoolu, który już teraz zasłużył na miano mistrzów dyplomacji transferowej. Już tłumaczę o co chodzi.

Kilka tygodni temu The Reds pobili swój transferowy rekord. Zapłacili Romie aż 35 milionów funtów za Mohameda Salaha. Problem w tym, że jak na razie Egipcjanin nie może normalnie przygotowywać się z zespołem do nowego sezonu. Wszystko przez kwestie imigracyjne. Po prostu były piłkarz Romy nie ma pozwolenia na pracę w Anglii!

– Trenuje z nami, ale nie może grać. Takie są tutejsze zasady i musimy to zaakceptować – mówi Jurgen Klopp, czyli menedżer zespołu z Liverpoolu.

Z tego właśnie powodu Salah nie będzie mógł zagrać w dzisiejszym sparingu z Tranmere Rovers.

Przypomnijmy jeszcze, że The Reds mają tego lata dwie inne transferowe wtopy. Po pierwsze sprawa Virgila van Dijka. Czerwoni tak się zabierali do zakupu holenderskiego giganta, aż skończyło się na publicznych przeprosinach Southampton.

Do drugie kwestia Naby Keïty. RB Lipsk od początku nie chciało słyszeć o sprzedaży swojej gwiazdy. Nawet 70 milionów funtów nie zrobiło wrażenia na Niemcach. Naby pozostał w Bundeslidze, a Liverpool dostał pstryczka w nos!