Arsenal – co się dzieje z klubem z Londynu? To nie jest malutki kryzys. To koszmar i dramat, którego nie widać końca.

Wenger Out – to jedno z najpopularniejszych ostatnio haseł na wszystkich sportowych arenach świata. Fani Kanonierów zakładają takie strony w internecie, robią koszulki i bluzy. Ale to nie wszystko. Nawet podczas weekendu skoków narciarskich w Zakopanem, hasło „Wenger out!” biło po oczach z daleka!

Wenger to obecnie wróg numer jeden fanów Kanonierów. Kibice z Londynu nie mogą mu darować, że ich ukochany klub aż tak bardzo popada w przeciętność. W niedzielę Arsenal znów przegrał mecz – ósmy raz w tym roku i czwarty z rzędu. Tym razem ograł ich beniaminek Premier League – Brighton 1:2.

Co na to sam Wenger? Ty razem Francuz nie mówił o pechu, o dobrej grze swojego zespołu (której od dawna nie ma), tylko po męsku wziął przegrana na klatę: – Muszę powiedzieć, że to pierwszy raz, kiedy mam takie problemy w swojej trenerskiej karierze. To nie jest proste, ale mam dość doświadczenia i wystarczające pragnienie tego, aby wszystko naprawić.

I właśnie to ostatnie zdanie najbardziej przeraża fanów Arsenalu. Wenger ma podpisany kontrakt do końca następnego sezonu. I nic nie wskazuje na to, że miałby przedwcześnie go skończyć. A co to oznacza? Teraz Arsenal traci do prowadzącego Manchesteru City aż 30 punktów! To jest jakaś masakra.

Do czwartego Tottenhamu jest dziesięć oczek. Wydaje się, że po raz kolejny Kanonierów zabraknie w Lidze Mistrzów. No chyba, że wygrają Ligę Europy. Ale w to też mało kto wierzy. W końcu teraz czeka na nich odrodzony AC Milan.

Teraz jeszcze oliwy do ognia dolał Thierry Henry, który przyznał, że nie odmówiłby Arsenalowi, gdyby ten zgłosił się do niego w celu zastąpienia Arsene’a Wengera. – Jeżeli kochasz to miejsce, a oni poproszą – powtarzam poproszą – o pomoc, to zawsze odpowiesz: „Tak”. Powtarzam, że rozmawiamy hipotetycznie – mówi legendarny snajper Kanonierów. Przypomnijmy jeszcze, że Francuz od 2016 roku jest asystentem szkoleniowca Belgii, Roberto Martíneza.