Wojciech Szczęsny kontra Tottenham. Czy tak będzie wyglądał dzisiejszy hit Ligi Mistrzów? Początek meczu Juve z Kogutami tradycyjnie o 20:45.

Na początek szybki przegląda newsów z Korei. Coś nowego? Nie za bardzo. Justyna Kowalczyk nie awansowała nawet do półfinału sprintu. Zbigniew Bródka nie obronił złota z Soczi. No i niestety Natalia Maliszewska także nie zdziałała niczego wielkiego w short tracku.

Ale nie ma co się smucić, w końcu wieczorem wraca Champions League. I na dzień dobry mamy wielki hit, czyli starcie mistrzów Włoch z Tottenhamem. W bramce Juventusu może zagrać nasz Wojciech Szczęsny. Może, ale nie musi. Dlaczego? Do zdrowia powrócił już Gianluigi Buffon.

Włoch od razu wrócił do bramki Starej Damy w Serie A. I gra bardzo dobrze. To nie jedyna słaba informacja dla Polaka. Okazuje się, że Gigi wcale nie chce jeszcze kończyć kariery i na poważnie myśli, o przedłużeniu swojej przygody z Juventusem o kolejny rok.

Co na to Wojciech Szczęsny? Przecież to Polak miał być od kolejnej ligowej batalii golkiperem numer jeden w turyńskim zespole! A jednak okazuje się, że naszemu rodakowi kompletnie to nie przeszkadza.

– Przychodząc do Turynu, wiedziałem, że to może być ostatni rok bądź ostatnie dwa lata w karierze Buffona. Powiedziałem sobie wtedy, że treningi z legendą włoskiej piłki, to doświadczenie, które może zdarzyć się tylko raz w życiu – powiedział Wojciech Szczęsny w jednym z wywiadów.

Potem, były zawodnik Arsenalu i Romy, dodał jeszcze: – Praca z Buffonem to coś fantastycznego i mam nadzieję, że tak samo będzie w przyszłym roku. Spodziewałem się, że to wielki bramkarz. Ale jako człowiek jest jeszcze lepszy. To prawdziwy lider zespołu i przyjaciel dla każdego. Jest kimś, kogo każdy kocha. On pomaga wszystkim, jest naprawdę wielką osobą!

Do tej pory Wojtek zagrał w tylko jednym spotkaniu Ligi Mistrzów w tym sezonie. Dla niego występ przeciwko Tottenhamowi byłby podwójnie ważny. W końcu jako były Kanonier, w każdym spotkaniu z Kogutami Szczęsny zawsze chce dawać z siebie nie 100, a 200 procent!

Dodajmy jeszcze, ze w drugim dzisiejszym meczu Basel będzie podejmować rozpędzony Manchester City.