A wiec zakończyła się kolejna transferowa saga. Tym razem nowy klub znalazł Pierre-Emerick Aubameyang. Kibice, działacze a nawet dzieci w szkole w Dortmundzie miały go już serdecznie dosyć!

Latem szefowie BVB wycenili Gabończyka na ponad 80 milionów funtów. Teraz wystarczyło skromne 55 milionów od Arsenalu, aby Pierre-Emerick Aubameyang zakończył swoją przygodę z ligą niemiecką. I niestety nie jest to pożegnanie w wielkim stylu.

Ciągłe obrażanie się, spóźnienie się na treningi, tajemnicze wycieczki – to wszystko zsumowało się na negatywną ocenę gracza. Trener Bayernu Monachium, Jupp Heynckes, powiedział nawet, że nie chciałby w swojej drużynie takiego piłkarza jak Pierre-Emerick Aubameyang ze względu na jego ciężki charakter.

Wszyscy doskonale wiedzieli, że piłkarz celowo stwarzał problemy i psuł atmosferę w drużynie, aby wymusić transfer. No i w końcu doczekał się. Po tygodniach negocjacji w końcu Arsenal stał się dla niego wybawieniem. I wszyscy się cieszą. A chyba najbardziej w Bayernie, w końcu Robertowi Lewandowskiemu ubył rywal w walce o koronę króla strzelców Bundesligi.

Dla klubu z Londyny będzie to rekordowy wydatek. W ten sposób Arsene Wenger chce powalczyć o powrót Kanonierów do TOP4 Premier League. Czy to mu się uda? Na razie stracił swoją największą gwiazdę, czyli Alexisa Sancheza, który odszedł do Manchesteru United. W drugą stronę powędrował Henrich Mychitarian. I to w sumie jest dobra wiadomość dla fanów Arsenalu. W końcu obaj panowie dobrzej znają się ze wspólnej gry w Dortmundzie. Teraz mogą stworzyć kosmiczny duet na Emirates Stadium.

Zanim jednak Pierre-Emerick Aubameyang zadebiutuje w nowym klubie, kibice Kanonierów już pokłócili się na jego temat. Istotą sporu stał się numer z jakim miałyby grać Gabończk. Dla jednych jest to oczywiste, że dostanie „14” – w ten sposób miałby stać się wielkim następcą legendarnego Thierry’ego Henry’ego. Da innych jest to nie do zaakceptowania.

Pewnie dla Wengera takie kłótnie nie mają żadnego znaczenia. On po prostu chce napastnika, który będzie seryjnie trafiał. Bo z samym Alexandre Lacazette, Kanonierzy Premier League nie podbiją!