Szybko poznaliśmy odpowiedź na pytanie, co takiego Leo Messi powiedział do sędziego w meczu z Chile, że ten od razu wyrzucił go z boiska. Wiadomo, że Argentyńczyk nie był zbyt kulturalny i na maksa pojechał arbitrowi. Teraz okazało się, że piłkarz po prostu wymierzył prostą, podwórkową salwę: –Ty skurwysynu!
Nie ma się co dziwić, że sędzia nie zastanawiał się zbyt długo i pokazał gwieździe Barcelony czerwoną kartkę. Oczywiście Leo tłumaczy się, że słowa te nie były skierowane do arbitra, tylko do… No właśnie, do kogo? Messi mówi, że adresatem było powietrze! – Moje wypowiedzi nigdy nie były skierowane do sędziego liniowego, tylko w przestrzeń – tłumaczył kapitan reprezentacji Argentyny w piśmie wysłanym do FIFA przez AFA. To mniej więcej tak wiarygodne tłumaczenie, jak to  jego kolegi klubowego Luisa Suareza, kiedy wyzywał Patrice’a Evrę od „Negritto”. Dla Urugwajczyka „Czarnuszek” oznaczał tylko kolor włosów Francuza. Śmieszne to wszystko bardzo jest!